We are apologize for the inconvenience but you need to download
more modern browser in order to be able to browse our page

Download Safari
Download Safari
Download Chrome
Download Chrome
Download Firefox
Download Firefox
Download IE 10+
Download IE 10+

Półmaraton w Białymstoku – relacja Pawła z pierwszej ręki.

Ci z Was, którzy znają Pawła Ciechanowicza, wiedzą, że ma talent nie tylko do biegania ( 🙂 ) i śpiewania, ale także do pisania. Zwłaszcza o swoich biegowych doświadczeniach.

Dzisiaj zapraszamy Was do jeszcze cieplutkiej relacji z ostatniego Półmaratonu w Białymstoku ( 13 maja 2018 roku), w którym Paweł  wziął udział.

Mijał dzień, słońce chyliło się i już kładło się spać …

Ziemia się już przekręciła wokół siebie tylko ja czekałem na decyzję – swoją decyzje – czekałem na siebie. Gdy stało się jasne. słońce już wstało, wstała decyzja o starcie w Półmaratonie w Białymstoku.

Po udanym starcie na PM w Warszawie i nabraniu nadziei i chęci, zbudowałem w sobie wiarę w siebie, że następny będzie także arcyciekawy i unikalny. Przyjaciele z Bełżyc Asia z Piotrkiem zaproponowali możliwość wspólnej podróży do Białegostoku. Od razu się zgodziłem. Ranek dla szaleńców – 2:00 budzik strzela mi po gębie, nie mogę nie wstać, muszę wstać. Noc choć już nie dla mnie, kawa, kanapki, własnej roboty izotonik wlany do bukłaka. Rzut oka na żonkę, na córkę – śpią słodko … niech śpią … Wojtek punktualny, lecimy po Sylwię i do Asi i Piotra. Bez pudła i o czasie lecimy po resztę biegusiów. Już świta, skowronki na bezchmurnym niebie zwiastują nadejście słonecznego, jak się okazało upalnego, dnia – niedzieli – naznaczonej ogromnym wysiłkiem i potem ale także szczęściem i niedowierzaniem. Pół kilometra od pałacu zgasił kierowca silnik. Zaczął się czas ważny, czas gdzie nie ma już odwrotu, czas próby, czas pokory. Kilka zdjęć, odebrany pakiet, już inny świat. Spiker zapodaje muzę właściwą, mocną, budującą. Czuję ten klimat, daje się porwać. Spotkanie z Danusi, Tomka, Magdy, Leszka , Marcina, Moniki, Krzyśka i Joli bardzo buduje. Lecz widząc moich MR-sów ścisnęło w gardle tak mocno, tak intensywnie … dawno nie miałem takich emocji wewnątrz.

Kompleks pałacowy Branickich wzbudza we mnie chęć zbadania historii pewnie burzliwej i pięknej … czas na to będzie kiedyś -Paweł !! Ty masz biegać! Patelnia, parnik, palnik, lodowce na Arktyce topnieją, asfalt bulgocze , stawy pałacowe wyparowują – to nic !! 10 rano rzeka ludzi wypływa i rozlewa się po mieście – pięknym mieście. Jakby słońce było najwierniejszym naszym kibicem odgania chmury by nas oglądać z góry. Ruszyłem wiedząc, że będzie trudno, że moja wiara i moje przygotowanie powinno zagwarantować mi dobiegnięcie do celu, że będą kibice, którzy na ostatnich kilometrach dadzą powera. Nic się nie myliłem, nic a nic. Lekko pod górkę, ale w głowie szumi genialny nastrój i świetna muzyka . Pierwszy zakręt, szeroko widać jak na dłoni mrówczy szlak półmaratończyków, zapiera dech i zastanawiam się czy będzie tak do końca ?! 3. kilometr trochę cuci mnie z tego stanu błogości, dziewczyna skulona i blada jest przez ratownika polewana wodą, mówi jej coś, tłumaczy, pokazuje ….słyszę syreny karetek – to dźwięk, który będzie towarzyszył przez cały bieg … niestety .

Pierwszy wodopój, pierwsza ulga, pierwsza chwila wolniejszego biegu. Zamykam 5 km poniżej 30 minut. Szok! Co ty Paweł w taki upał chcesz pokazać : brawurę czy głupotę ? Biłem się z myślami ruszając dalej po ulicach stolicy Podlasia. Kibice dopisują, świetnie zagrzewają do boju. Czuć ta energię, czuć kurtyny wodne, tak cudownie chłodzą , chciało by się tam być cały czas, pozostać, odurzam się tym chłodem. Mijam Pałac po prawej koło 8-9. kilometra. Czuje trochę łydkę, ona też mnie czuje – jednak kawał masy ma do dźwigania.

Wypatruje punktu z wodą na 10 km …dlaczego jej nie ma, pan ze Stravy krzyczy, że już minąłem ten dystans. Jest, widzę za zakrętem – jest najbardziej wyczekująca chwila w biegu! Żel, banan, prysznic, woda i dalej Paweł leć.To lecę, czuję stopy, asfalt gorący, głowa paruje – teraz z górki tylko dyszka i meta. Trasa nagle się zmienia i lecimy już w półcieniu wzdłuż parku do placówki naukowej. Ja po lewej, a ci co z przodu wracają po prawej. Świetny widok widząc tych co są o 3 -4 km przed tobą. Jest Żanetka Jacek, Piotrek, Asia, Marek. Ja cisnę i widzę Danusię! Bardzo się męczy, coś jej dokucza, nie poddaje się, klepię po ramieniu, daje jej powera, mówi: leć . Lecę, czuję na 16. km zmęczenie i gorąc, ale nie widzę potrzeby rezygnować. Znów biegniemy szerokimi ulicami miasta. Nie lubię 16. kilometra , zawsze jest słaby u mnie – ten też był. Błogosławieństwem był prysznic i doprowadził mnie do ładu. Żar płynie z nieba, to nic – 19,20 km – widzę masę ludzi kibicujących, już czuć metę.

Ostatnia niespodzianka – pod górkę. Gdzie ja mam już siłę? Już jej mam coraz mniej. Asfalt mnie przyciąga, ogranicza ,nie pozwala dalej biec. Widzę metę, widzę czerwony dywan, to ja wygrałem, wygrałem dla siebie, wygrałem dla rodziny, wygrałem! Czas 2:15! Rewelacja. Matko, dobiegłem ! Cały i zdrowy ! Nie mogę się sobie nadziwić Pyszna babka ziemniaczana, cudowny medal, świetna atmosfera ! Dziękuje grupie cudownych ludzi z Bełżyc, cudownych ludzi z grupy MR, cudownych znajomych ! To ładuje moje akumulatory ! Jesteście mi bardzo potrzebni i ważni ! Dziękuje Wam
Do następnego PM Wrocław

Paweł w trasie, zawsze uśmiechnięty!

 

Wspaniałe towarzystwo biegowe!

 

Paweł dumnie prezentujący swój półmaratoński medal.

Ekipa Multimedia – Ewa, Wojtek i Paweł.

Gratulujemy Pawle i życzymy kolejnych osiągnięć biegowych. No i prosimy o takie relacje za każdym razem, nawet jeśli ktoś nie uczestniczył w biegu, to może poczuć się jakby prawie tam był.

Leave a Reply

Your email address will not be published.
*