We are apologize for the inconvenience but you need to download
more modern browser in order to be able to browse our page

Download Safari
Download Safari
Download Chrome
Download Chrome
Download Firefox
Download Firefox
Download IE 10+
Download IE 10+

Orlen Warsaw Maraton 2018 – jak to było?

Dzisiaj mamy dla Was coś prosto z trasy! Wrażenia naszych trzech maratońskich bohaterów!

Paweł

Pierwszy raz wziąłem udział w tak dużej imprezie biegowej, a do tego był to udział w maratonie. Nie mam porównania do innych na taką skalę biegów, ale według mnie organizacja na 5+, tylko szkoda że kibiców na trasie było mało. Przed biegiem delikatny stres był, ale wiedziałem że kondycyjnie wytrzymam dystans, bardziej bałem się o nogi. Ostatnie trzy tygodnie to problem z pasmem biodrowo piszczelowym. Sam sobie jestem winien nie rozciągałem się po bieganiu za często. Założenie było takie, aby przebiec maraton w czasie do 4:30. Pierwsze 24 km super szybko zleciało bez żadnego zmęczenia, potem powoli kilometry zaczęły się dłużyć. Delikatny kryzys nastąpił między 30 a 35 km, biegło się ciężko temperatura zaczęła dawać się we znaki. Ostatnie 7 km jakoś poleciało, dzięki zespołom rockowym które grały na trasie, dobra muzyka na żywo daje kopa. Od początku do końca razem z Markiem biegłem, nawzajem się wspieraliśmy. Teraz przede mną 57km na BST trzeba będzie nadrobić zaległości bo głowa chce, ale nogi już nie mogą. ?

Marek

Maraton – dwa lata przygotowań ,dziesiątki ,,półmaraton lubelski ,wybiegania w terenie.A tu klapa cztery dni przed impreza kontuzja ,załamanie .Masaże i lęk ze nie dam rady. Ale co tam, najwyżej odpuszczę. Tłumy tych, co kochają bieganie, wsparcie przyjaciół, adrenalina, nic nie boli, jaka ulga ;] Pierwsza dwudziestka spokojnie, jest woda banany i luz ;] Później robi się nieco ciężej i te km wolniej lecą. 30km zaczyna się maraton, dużo wody i banany ;]Jest ciężko, nawet bardzo. Słońce pali, ale wiatr nas chłodzi. To co się dzieje ok 40 km pozostawiam bez komentarza ;] A te 195m z dedykacja dla Pawła Ciotuchy ;] Plusy? niesamowita radość i wzruszenie nie do opisania. minusy ? brak ;] I tak to było…dzięki z wsparcie i czekoladę bananowa;] Pozdrawiam MRsow;]

Krzysiek Krispol

Orlen Warsaw Marathon 2018 – jak to było że się wydarzyło
Po wczorajszym biegu emocje powoli opadają,na tyle powoli że można sobie na spokojnie wszystko prześledzić,przeanalizować i przypomnieć.
Myśl o tym że mam ochotę pobiec na OWM przyszła do głowy po ostatnim biegu w Lublinie w którym udało mi się poprawić PB na 10 km i zarazem złamać czas 36 minut. Jeszcze wcześniej .w marcu tez po dobrym biegu poprawiłem swój rekord w półmaratonie.Przyszła więc myśl że”kiedy jak nie teraz ?”
Kiedy jak nie teraz uda mi się złamać magiczne 3 godziny w maratonie?
Decyzję o starcie podsycał też fakt opublikowania trasy maratońskiego biegu – płasko, bardzo płasko bądź z górki.
Kolejne myśli były takie że w Warszawie jeszcze nigdy nie biegałem i że nie uczestniczyłem też w tak dużej imprezie biegowej. Liczyłem więc na „fart nowicjusza” – coś na zasadzie że jak zagrasz pierwszy raz w kasynie to na pewno wygrasz
Jeszcze kilka dni po lubelskim biegu zwlekałem z decyzją ( choć w głowie już chyba miałem ten bieg bo zacząłem przyjmować podwójne dawki magnezu) by prawie przed samym końcem zapisów online podjąć decyzję. Jadę do stolicy i BIEGNĘ !
Zmniejszyłem intensywność treningów, długość i obciążenia choć jeszcze dwie szybkie jednostki zrobiłem – tak by się przekonać czy jest moc w nogach. Była
W głowie coraz więcej pytań : jak pojechać, gdzie zostawić auto, jak to wszystko będzie wyglądało na miejscu. Takie tam głupoty
Dwa dni przed biegiem pojechałem po odbiór pakietu.
Czuć już było biegowe emocje : biuro zawodów na Stadionie Narodowym, miasteczko biegacza, całe zaplecze…mają rozmach w tej stolicy
Niedziela, 5 rano wyjazd do Warszawy,o 7 jestem na miejscu. Słonecznie ale chłodno i wietrznie. Trzęsą się z zimna i emocji od razu udaje się do miasteczka biegacza i namierzam przebieralnie.Ogromny namiot,podzielony na kilkanaście sektorów,wszędzie krzesełka, dużo miejsca. Siadam i patrze na innych biegaczy. Tak po prostu się gapię Kto jakie ma buty,jaką koszulkę, jakie żele stosuje. Tak po prostu obserwuję
Czas biegnie, przebieram się i ja oddaję rzeczy do depozytu i idę powoli by zobaczyć jak wygląda sytuacja na starcie.
A tam wszystko ładnie, pięknie – bezproblemowe dojście, oznaczone strefy startowe , kamery, spikerzy – czuć w powietrzu wielkie biegowe święto i emocje.
8.45 startują niepełnosprawni na swoich przystosowanych do ścigania rowerach.Szacunek dla tych sportowców.
Chwila rozgrzewki i ustawiam się w swojej strefie – oczywiście do 3h.
Chwilę przed godziną 9 do swojej strefy wchodzą biegacze ELITE. Fajnie popatrzeć na biegowe gwiazdy z bliska choć takie z nich „szczypiorki” że przy większym wietrze…
8.59 – hymn Polski i start ! Nie ma rozpychania deptania siebie na wzajem….biegniemy.
Biegnie mi się lekko, za lekko.
Założyłem że będę starał się trzymać tempa około 4.10 na kilometr.
Przy pierwszym znaczniku kilometrów na zegarku 4.03 za szybko, staram się zwolnić ale cały czas być gazie.
Drugi kilometr 4.02 – jeszcze lepiej, miałem zwolnić a pobiegłem równie szybko. Myślę sobie że jak tak dalej pójdzie to około 30 km mogą być kłopoty. Maraton nie wybacza błędów i nagłych zrywów.
Kolejny kilometr już jest ok, około 4.08. Przed czwartym kilometrem widać biegnącą z naprzeciwka po przeciwległym pasie czołówkę biegu. Co za tempo ! Dla mnie to jest sprint !.
Przed szóstym kilometrem w sumie jedyny krótki podbieg i wbiegamy na Stare Miasto. Dla mnie najprzyjemniejsza część biegu. Ja nie biegnę – ja zwiedzam
Pierwsza dycha mija bardzo szybko, kolejna też bez emocji.
Cały czas jak w transie, – kontrola oddechu, kroku, tempa.Żel, woda i tak na przemian. Na każdym punkcie nawadniania łapie kubek by wypić przynajmniej łyk wody. Patrze na innych biegaczy, widzę że strasznie się pocą – ja jakoś tego nie czuję.
Połowa biegu, patrzę na ustawiony zegar – jest dobrze, jest zapas czasowy, oby tak dalej.
W głowie koduje sobie sobie że muszę w takim tempie dobiec do przynajmniej 33 kilometra – później jakoś to będzie.
25 kilometr – nawrót na centrum – wbiegamy na otwartą przestrzeń i dostajemy centralnie w twarz. Ciągły wiatr z mocniejszymi porywami. Cały czas bez chwili przerwy wieje ale nie na tyle mocno by zakłócić moje biegowe tempo. Biegnę swoje, bo taki wiatr na mojej ścieżce biegowej nad Wisła to normalka 🙂
30 km – czekam na ” ścianę” jednocześnie wmawiając sobie że to jedna wielka ściema. Na maraton trzeba być po prostu przygotowanym.
33 km – biegnę dalej swoje choć powoli zaczynam odczuwać już łydki i kolana. Powinienem wciągnąć jeszcze jeden żel ale jakoś nie bardzo mam na niego ochotę. Czuje że coś niedobrego dzieję się w moim żołądku
Zaczynam się dekoncentrować – co zrobić w razie „w”
Tempo mojego biegu spada zmęczenie daje znać o sobie.
36 kilometr – zaczyna być naprawdę ciężko, pomimo to nie zwalniam bardziej, przeliczam szybko że jeśli utrzymam tempo poniżej 5 min/km to mi się uda. Rozglądam się na prawo by choć na chwilę z pomiędzy budynków zobaczyć kopułę PGE.
Wiadomo, stadion =meta.
Około 37 kilometra przebiegam koło grającego na żywo zespołu, graja głośno, bardzo głośno. Przebiegając koło głośnika mam wrażenie że zaraz rozsadzi mi głowę. To nie było fajne
40 km – w końcu wbiegam z powrotem na most. Stadion Narodowy jak na dłoni, obmyślam w głowie pozostałą trasę – prosta przez most, zakręt w prawo,prosta w lewo i finisz.
Niby łatwo – tylko dwa kilometry, a może aż dwa – raczej to drugie
Dobiegam do 41 km – i wtedy pojawia się głupia myśl – może by tak stanąć na chwilkę albo przynajmniej ze 100 metrów przejść ?
Przecież i tak mam zapas…
Na szczęście to tylko głupia myśl – biegnę dalej odliczając metry kiedy będę mógł zatrzymać zegarek, przestać machać rękami , przebierać nogami i …udać się tam ” gdzie król chodzi piechotą”
Wpadam na ostatnią prostą i finisz. Chyba było fajnie bo tak szczerze to niewiele pamiętam. Biegłem już praktycznie na odcięciu.
Meta,kontrola czasu…udało się !
2.55.51 – tyle w tym temacie.

Kto doczytał do końca ? Długi tekst,prawda ? Tak samo długi jak długi jest maraton
Podsumowując, cała organizacja,bieg,trasa,kibice na mega plus – ja żadnych minusów nie widziałem ani o nich nie słyszałem i już wiem gdzie pobiegnę swój kolejny maraton. Oczywiście pod warunkiem że zdrowie pozwoli i że będę do tego biegu solidnie przygotowany.

PS. Dwa razy musiałem stanąć bo rozwiązywała mi się sznurówka ( widać te momenty w międzyczasach )

Dopóki biegniesz – kończysz maraton

 

 

 

Gratulujemy Chłopakom ukończenia Maratonu.

Zdecydowanie jest to jedno z większych wyzwań każdego biegacza. Życzymy, aby każdy z Was miał tyle samo werwy i ambicji jak Panowie i kiedyś spróbowali (w swoim czasie, rzecz jasna 😛 ) jak smakuje prawdziwy Maraton.

A z ciekawości to jeszcze informujemy, że Krzysztof na co dzień prowadzi fanpage biegowy – zapraszamy!

https://www.facebook.com/Polak-biega-576608796006444/

Leave a Reply

Your email address will not be published.
*